Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

14.02.2021
niedziela

Słowo na niedzielę: isover

14 lutego 2021, niedziela,

Kiedy pierwszy raz zobaczyłem isover w internetowym hasztagu, skojarzyło mi się z pewnym znanym producentem materiałów izolacyjnych, którego reklamowano tu i ówdzie od lat 90. Po wielu miesiącach obcowania z isoverparty, czyli imprezy/zabawy urządzanej na z okazji tego, że ktoś się publicznie skończył (albo że coś się skończyło) – a wobec pandemii takie ogłaszanie czyjegoś końca jest jedną z nielicznych dostępnych masowych imprez – stwierdzam, że nie jest to wcale tak głupie skojarzenie. W końcu to party z okazji tego, że izolujemy się od kogoś, wypraszając go ze swojego grona – część dość kontrowersyjnej kultury unieważniania, cancel culture. A w czasach, gdy większość imprez anulowano, a żyć trzeba we względnej izolacji, ma to skojarzenie nawet kilka dodatkowych poziomów głębokości.  

Najnowsza ofiara isoveru i kultury anulowania to Gina Carano. Czyli gwiazda serialu Mandalorianin, którego w Polsce nie można legalnie oglądać, więc nas to anulowanie średnio dotyczy – trudno zasłonić coś, czego się nawet nie pokazało. Ale triumfalne hasło #ginacaranoisoverparty pojawiło się, gdy aktorka i zawodniczka MMA zaliczyła swoisty hat trick: nie dość, że wstawiła się za twardymi zwolennikami Trumpa, to jeszcze porównała ich prześladowanie z prześladowaniem Żydów w czasie II wojny światowej. I nie dość, że dokonała tego porównania, to jeszcze przypomniała decydujący udział w tym procederze ludności cywilnej, czyli tzw. sąsiadów. Czym założyła logiczną pułapkę polskim zwolennikom Trumpa – wyobrażam sobie dylemat np. fana Reduty Dobrego Imienia, który chciałby kliknąć „lubię to”, ale jednak trudno mu się na to zdobyć. W tak skomplikowane klincze światopoglądowe to potrafią tylko zawodnicy MMA. Może to efekt tego, że człowiek musi dokonać sporego gwałtu na własnym zdrowym rozsądku, żeby sobie wmówić, że chce kogoś porządnie obić? 

O cancel culture, do której mam taki sam dystans jak do mierzenia czyjegoś sukcesu liczbą lajków, najtrafniej pisał Alek Tarkowski na sąsiednim blogu Kultura 2.0, zwracając uwagę na to, że to przykład norm kulturowych podążających za funkcjonalnościami serwisów sieciowych – nim powstała cancel culture mieliśmy w różnych apkach funkcje block i unfollow. Bo też zazwyczaj jest nieskuteczna w swoim zasadniczym zamierzeniu – odizolowania się od danej osoby. Ludzie, którzy demonstracyjnie blokują lub banują innych, żeby ich usunąć z pola widzenia, często tak naprawdę tylko mocniej zwracają uwagę na ich poglądy (tak było z JK Rowling, której słowa rzucone pod adresem osób transgenderowych były głupie i obraźliwe, ale akcja #JKRowlingIsOverParty zwiększyła ich zasięgi wielokrotnie). W tym sensie idiotyczna uwaga Carano nie tylko nie została unieważniona, ale wręcz nabrała ważności po zbiorowej akcji zawstydzania jej przez internautów. W Polsce nie widziałem nigdy tylu tekstów o Carano. Przypomnę też nieśmiało (bo rzecz się zaczęła na scenie muzycznej), że bodaj pierwszym hasłem tego typu było #TaylorSwiftIsOverParty, rzucone w sieci pięć czy sześć lat temu. I gdzie jest Taylor Swift dzisiaj? Tak daleko od over, jak to tylko możliwe.

Bardzo ciekawy jest za to dla mnie kolejny krok, czyli przenoszenie tej samej idei do świata realnego. Te wszystkie próby bojkotów konsumenckich, też modne ostatnio, to efekt tego samego zjawiska. Jeśli w krajowych kategoriach jednym z najpopularniejszych isoverów jest wciąż #TVPisoverparty, to mam wrażenie, że po czarnej środzie w mediach TVN przeprowadził idealną akcję typu isover w realu, pokazując w swoich Faktach najbardziej brawurowe formy propagandy na antenie publicznego nadawcy.

Swoiste isoverparty w realu (w tym wypadku #covidisoverparty) zobaczyłem też dziś na filmie udostępnionym przez „Tygodnik Podhalański”: zbity tłum ludzi na zakopiańskich Krupówkach śpiewa Ale to już było i nie wróci więcej… w towarzystwie ulicznego grajka. Bez dystansu, w większości bez maseczek – a jak wiadomo śpiew jest najdoskonalszą formą transmisji koronawirusa. Nie przepadam za Lennym Kravitzem, ale on przedstawił problem dużo lepiej: So many tears I’ve cried / So much pain inside / But baby It ain’t over until it’s over

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php