Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

10.07.2019
środa

Country w kosmosie

10 lipca 2019, środa,

Muzyka amerykańskich wsi i bezdroży ma długą historię spotkań z science fiction. Znacie pewnie historię o tym, jak doszło do powstania filku? Był sobie Lee Jacobs, aktywny fandomowiec środowiska SF lat 50., który chciał opublikować artykuł o wpływie fantastyki naukowej na współczesny amerykański folk, tylko że zrobił literówkę w tytule, wpisał „filk” i dał tym samym początek całemu nurtowi fanowskiej piosenkowej sztuki parodystycznej. Fani SF zbierali się na konwentach i śpiewali piosenki w stylu folk, ale z tekstami o podboju innych planet i podróżach w czasie. Biorąc pod uwagę początki grupy Hawkwind, która w okolicach kosmicznego folku – nie byłoby space rocka bez filku, a kto wie, może nawet psychodelia brzmiałaby i wyglądała inaczej, albo powstała później. W każdym razie o ile filk jest raczej dziwnym żartem historii, to kosmiczne country i folk żyją i mają się dobrze.

Dowodem tego życia jest najnowszy singiel nowojorskiej grupy SUSS – czegoś, jak o sobie piszą, między Boards Of Canada a The Flying Burrito Brothers, co na tyle dobrze kreśli definicję muzyki zawartej na płytach tego kwintetu, że nie mam wiele do dodania. Dwa singlowe nagrania stanowią kontynuację zeszłorocznego albumu Ghost Box. Wykorzystują znakomicie charakter elektrycznej gitary hawajskiej, której drżącym brzmieniem łatwo naśladować instrumenty elektroniczne – w utworze Aurora kapitalnie z nimi dialoguje. A przy tym Chisholm Trail ze strony A zachowuje pełną przydatność jako muzyka do westernów, trochę – rzecz jasna – w stylu Ennia Morricone. Warto poszukać – albo poczekać na kolejny album, który zapewne ukaże się nakładem tej samej wytwórni Northern Spy.

Druga rzecz – i już obowiązkowo do sprawdzenia – to najnowszy album Mega Bog, czyli Erin Elizabeth Birgy. Rzecz nosi tytuł Dolphine (Paradise of Bachelors 2019, 8/10) i w tekstach odnosi się do fantastyki naukowej spod znaku Ursuli Le Guin (która – jak już wiemy – sama nagrywała kosmiczny folk wymieszany z New Age). Jest w tym nieco folkowej psychodelii, ale i sporo wyrafinowanego popu ery atomowej, a nawet śladowe ilości jazzu. Birgy poczyna sobie bardzo swobodnie, jest wręcz nonszalancka w przeskokach między stylistykami, nieustannie kameralna, ale zarazem pracuje z dużą dbałością o detal, świetne brzmienie i produkcję – do nagrania tej płyty ściągnęła dość szerokie grono muzyków, włącznie z m.in. członkami folkowego Big Thief, autorami przeoczonej przeze mnie w tym roku płyty U.F.O.F. – zresztą również przynoszącej nawiązania do SF, jak sam tytuł sugeruje. Więc to dobry moment, żeby sobie o nich przypomnieć.

Mega Bog jest jednak dużo ciekawsza niż ta młoda folkowa orkiestra z Brooklynu. Właśnie za sprawą tego artystycznego niepokoju, autorskiego nieładu i szaleństwa, który każe jej tę płytę zaczynać niczym żeński odpowiednik Kurta Wagnera z Lambchop (For the Old World ma też cechy najlepszych soulujących utworów tej formacji), by później przejść płynnie w okolice Laurie Anderson (I Hear You Listening) i Julii Holter (Dolphine), a później wykonać utwór, który ma z kolei urok ballady śpiewanej w duecie przy ognisku (Spit in the Eye of the Fire King), spuentowanej jednak jazzującą solówką syntezatora i partią wibrafonu. Tak, to aż tak egzotyczne, jak można sobie w tym momencie wyobrazić. Obejmuje jeszcze wpływy Joni Mitchell, na którą powołuje się sama autorka, a także szczyptę rocka progresywnego tu i ówdzie (mój ulubiony moment to przedziwne, emocjonalne Fwee Again). Ale za to za każdym razem podoba mi się bardziej i dołącza powoli do moich ulubionych płyt pierwszego półrocza 2019, już bez względu na etykietki.

Ale nie publikowałbym dzisiejszego wpisu pod takim tytułem, gdybym nie miał na koniec jakiegoś mocnego towaru z historii spotkań country i latających spodków. Otóż już pod koniec lat 40. pojawiła się cytowana często w popkulturze (m.in. Potwory kontra Obcy) piosenka grupy Buchanan Brothers, która wydaje się pramatką wszystkich kosmicznych tripów w historii muzyki rozrywkowej: A gdy zobaczysz te talerze, lepiej zaraz zmów pacierze / To może nadlatywać Sądu dzień. W całej tej surowej okazałości utworu When You See (Those Flying Saucers) brzmi to tak:

You’d better pray to the Lord when you see those flying saucers
It may be the coming of the Judgment Day,
It’s a sign there’s no doubt of the trouble that’s about
So I say my friends you’d better start to pray

Polecam resztę tekstu pod tym klipem na YouTube. Popularny serwis jest zresztą jednym z nielicznych miejsc, gdzie utworu można posłuchać – jest do kupienia także na Google Play Music (zapewne także w dogorywającym sklepie iTunes). Co się stało z prawami do emitowania w streamingu piosenki Buchanan Brothers – teoretycznie tak starej, że wszelkie prawa powinny wygasnąć – pozostanie kosmiczną zagadką.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php