Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

25.06.2019
wtorek

Muzyka do wietrzenia mieszkań

25 czerwca 2019, wtorek,

Trudno się uwolnić od Japonii w tym sezonie. Nie minęło dużo czasu od sprawy muzyków gagaku i zainspirowanego nimi Tima Heckera (ma już dwie płyty z transformacjami tego tradycyjnego japońskiego nurtu na koncie). Nie minęło też dużo czasu od wydania na Zachodzie pięknego albumu Kankyō Ongaku z japońskim ambientem i New Age sprzed kilku dekad. A tu mamy kolejnego gagatka, który jedno i drugie wykorzystuje w swojej muzyce. Meitei mówi o tym, że chce ocalić od zapomnienia the lost Japanese mood w muzyce, jednak wszystko wskazuje na to, że ten Japanese mood, japońskich nastrój, to coś, co nie tylko nie ginie, ale trudno w roku 2019 nie wpaść w to na dłużej.

Nie to, żeby płyta Komachi – druga w dyskografii artysty z Hiroszimy – była w jakimś stopniu natrętna. Przeciwnie. Wprawdzie pętle rytmiczne potrafią się tu momentami zagęszczać, to jednak przestrzenność jest zauważalną natychmiast cechą tej muzyki. Może wynika z faktu nagrywania sampli tradycyjnych instrumentów w taki, a nie inny sposób, z powietrzem, pogłosem. Może wynika z tego, że szum wiatru i dźwięk płynącej wody to dla Meitei równoprawne instrumenty, jak pewnie dla wielu japońskich kompozytorów. A może z ewidentnego zasłuchania w ambientowej muzyce Susumu Yokoty, również tworzącego dość tradycyjne w źródłach, oparte na samplach utwory, tyle że już w latach 90. I – podobnie jak Yokota – Meitei tworzy świat dźwiękowy dość momentami sterylny. Tu nie sposób się powstrzymać przed wrażeniem, że jesteśmy w jakimś pięknym świecie precyzyjnych mechanizmów, że zerkamy z lekką nostalgią w przeszłość muzyki japońskiej niczym artyści vaporwave, czyli niejednokrotnie przekraczamy granicę cukierkowej syntetyczności.

Minimalistyczny zestaw elektronicznych pejzaży dźwiękowych z Komachi znakomicie łączy tradycję z nowoczesnością, jak to w historii nagrań z tego rejonu świata bywało. Nie wniesie w nasze muzyczne życie jakiejś zupełnie nowej jakości. Nie uniesie nas też – co jasne, bo to dość schłodzona i spokojna, refleksyjna muzyka – na emocjonalne wyżyny. Ale przynajmniej tą całą przestrzennością trochę przewietrzy nam mieszkanie, co, mam wrażenie, w ostatnich tygodniach może się okazać wystarczającym powodem do tego, żeby spróbować.

MEITEI 冥丁 Komachi, Métron 2019, 7/10

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php