Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

14.06.2016
wtorek

Do Afryki na lewo

14 czerwca 2016, wtorek,

Książka Olgi Drendy Duchologia polska, którą w tym miejscu gorąco polecam (choćby dlatego, że jest przeszczepieniem na nasz grunt całego hauntologicznego myślenia, obecnego też w muzyce), kazała mi na wszystko wokół patrzeć poprzez ciąg skojarzeń z przeszłością. Według takich skojarzeń piramidy to nie budowle w Egipcie, tylko te dekatyzowane dżinsy z wielbłądem o kształcie, który był modny w okresie opisywanego przez Drendę przełomu lat 80. i 90. W co zresztą trudno dziś uwierzyć, bo to wzór fatalny i wydaje się, że taka moda mogła nam się tylko zbiorowo przyśnić. I o to zresztą chodzi w tej całej duchologii, której się autorka książki dokładnie przygląda – to rodzaj zbiorowego snu, który śnimy, bo nam go media na różne sposoby wizualnie zdokumentowały i zmieszał się z odpryskami naszych własnych, indywidualnych wspomnień. Ale dziś proponuję piramidy skojarzyć jeszcze inaczej.

Pyramids

Zespół The Pyramids (w oryginalnym składzie na okładce powyżej) działał w USA od początku lat 70., gdzieś na obrzeżach jazzu i na fali narastającej społecznej fascynacji kulturą afroamerykańską, wizją tworzenia ponadgatunkowej muzyki afrykańskiej. Ich płyty nagrywane w latach 70., bardzo gęste rytmicznie, były na swój sposób bliskie duchowi free jazzu. W tę stronę pchały grupę na pewno kontakty z pianistą Cecilem Taylorem, który był jeszcze w rodzinnym Ohio nauczycielem jej członków. Cały zespół – pod kierunkiem lidera, saksofonisty, a przy okazji wszechstronnego kulturalnego aktywisty Idrisa Ackamoora – zebrał się po latach na nowo w roku 2007 i nagrał płytę dla oficyny Disko B. Teraz wydał już drugi album po reformie, zarejestrowany w berlińskim studiu Philophon na Kreutzbergu (zapowiadał go wydany pod szyldem Philiphonu singiel), i ewidentnie płynie na fali wzrostu zainteresowania afrykańskim jazzem, grając już jednak coś innego. Ackamoor i jego formacja idą mianowicie bardziej w stronę muzyki tworzonej w Afryce niż pewnej ogólnej wizji tej muzyki, (duchologicznym?) marzeniu o Afryce, jakie mieli na początku lat 70. wykonawcy amerykańscy. Mamy więc na We Be All Africans proste nawiązania do afrobeatu. Mamy też kapitalne tematy odnoszące się do kosmicznej muzyki zespołu Sun Ra Arkestra. Silent Days, w którym partię wokalną Ackamoora dubluje Bajka, wokalistka i poetka młodszego pokolenia mieszkająca w Niemczech, przynosi temat przypominający co bardziej liryczne klasyki Sun Ra. Delikatny, ale pozostający w głowie na długo. Podobnie jak refren tytułowego We Be All Africans Now, który przypomniał mi niedawną rozmowę o świecie wpadającym ostatnio w tak mocny dualizm polityczny i społeczny, że trzeba będzie, niczym niegdyś na Wschodzie, przesiedlać ludzi o różnych poglądach na różne kontynenty, żeby uniknąć otwartych starć politycznych, światopoglądowych, futbolowych czy wręcz wojennych. Uważam, że fani muzyki powinni zostać wywiezieni – zgodnie z zapowiedzią Ackamoora – do Afryki.

Podobny do starych The Pyramids jest charakter brzmieniowy formacji Ackamoora, choć – poza basistą Kimathim Asantem – z oryginalnego składu niewiele zostało. Łatają ten skład m.in. muzycy niemieccy, choć sekcję rytmiczną uzupełnia grający tu rewelacyjnie afrokubański perkusista Babatunde Lea (ma nawet dwie minuty na wyłączność w Traponga), grywający swego czasu u boku Pharoah Sandersa, w kierunku którego prowadzi nas z kolei stylistycznie motyw saksofonu otwierający Clarion Call. Na organach gra znany z ze znakomitego składu Whitefield Brothers (o nim już na Polifonii wspominałem) producent płyty Max Weissenfeldt. Inna niż poprzednio wydaje mi się jednak wizja prowadzenia melodii. Długie motywy na We Be All Africans, śpiewność, otwartość – to wszystko przemawia za tym, żeby tej płyty słuchać w oderwaniu od gatunkowych uprzedzeń. To zresztą stała cecha szeroko rozumianej muzyki afrykańskiej. Staram się trzymać zdrowy dystans do mnożących się tego typu rekonstrukcyjnych projektów, ale trzeba przyznać, że płyta Ackamoora bije na głowę ostatnie realizacje The Heliocentrics i pozostaje raczej pełnym życia albumem wskrzeszonego nurtu niż muzealnym zestawem granym w ramach zajęć z historii muzyki przez kółko młodych pasjonatów.

IDRIS ACKAMOOR & THE PYRAMIDS We Be All Africans, Strut 2016, 8/10

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php