Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

29.09.2020
wtorek

Słuchacz pilnie potrzebny

29 września 2020, wtorek,

Często wracam tu do problemu inflacji artystów. Dokładniej – muzyków. Żartując przy okazji, że zabraknie w końcu zwykłych słuchaczy. Już teraz takich zupełnie zwykłych, niechwytających za żaden instrument w czasach łatwej dostępności urządzeń do grania, trzeba pilnie szukać. I doceniać, bo jak ich zabraknie, to nie będzie komu słuchać (sytuację rozwiązałyby farmy sztucznej inteligencji klikającej według zaprogramowanego algorytmu na poszczególne tracki w Spotify – choć prawdopodobnie coś takiego już istnieje i podbija wyniki najbogatszym). Odgrzewany żart smakuje nawet lepiej – jak leniwe. Tyle że kluski stają w gardle, jak się na to popatrzy z perspektywy prasy muzycznej. Czyli kolejnego tematu odgrzewanego na Polifonii dość często. Otóż kto ma kontakt z empikiem albo z dowolnym wirtualnym stoiskiem z cyfrowymi gazetami, zauważył pewnie, że padają jak muchy magazyny o muzyce na płytach, ale – o dziwo – nie padają te o robieniu muzyki. Gitara? „Guitar World”, „Total Guitar”, „Guitarist” i „Guitar Techniques”. Elektronika/produkcja? „Sound On Sound”, „Future Music”, „Computer Music”… itd. W Polsce jakoś sobie radzą „Gitarzysta” oraz „Estrada i Studio”. Nie tylko profesjonaliści utrzymują tę półkę – nawet nie głównie profesjonaliści. Z jakichś powodów wartość porad związanych ze sprzętem i (co ważne) rynek reklamowy jego producentów zdecydowanie przebijają obie te wartości związane z działalnością nagraniową i koncertową. Zjawiska w rodzaju masowego kupowania efektów gitarowych czy masowego inwestowania w syntezatory modularne nieźle rokują na przyszłość temu pierwszemu sektorowi, gorzej drugiemu, bo usługa grania tanieje szybciej niż np. usługi lutnicze.     

I tu dopiero pojawia się problem – jak rozprowadzicie te wszystkie efekty i moduły po domorosłych muzykach, nie będzie z tego jeszcze kreatywnej hekatomby (prędzej już hakaton, a może i hatakumba). Ale jak nie daj Boże dacie to do ręki zdolnemu człowiekowi, który wie, co z tym zrobić, to efekt może być tak zręczny, że sięgnie wam do kieszeni i zanim zauważycie – wyciągnie pieniądze z portfela. A taka jest nowa płyta brytyjskiego ambientowego artysty Richarda Skeltona

Słucham go wybiórczo, bo nagrywał dużo – w większości inspirowany naturą ambient wykorzystujący przetwarzane barwy „żywych” instrumentów, gitary czy skrzypiec. Wyciszony, podszyty gdzieś gaszeniem potężnych emocji, bo kariera muzyczna Skeltona rozpoczęła się po śmierci jego żony (ten sposób radzenia sobie z własnymi uczuciami jest w moim odczuciu także naturalnym impulsem do amatorskiego muzykowania, a w dzisiejszych czasach łatwej dystrybucji – do muzykowania po prostu). Imponujący na żywo, niezły na płytach, Anglik był dla mnie jednak artystą opisanym już i klejonym etykietkami. These Charm May Be Sung Over A Wound burzy ten porządek, bo jest płytą znakomitą, skończonym arcydziełem, a przy tym oznacza woltę w działaniach Skeltona, który akustyczne barwy porzucił na rzecz elektronicznych. I nie wiem, jak szeroki zestaw urządzeń wykorzystuje, ale robi to z wyobraźnią, wyczuciem formy i nieprawdopodobną umiejętnością budowania nastroju. Balansowanie pomiędzy niepokojem, suspensem, a jego rozładowywaniem dostajemy na tej płycie na poziomie arcymistrza. Czego dowodem choćby takie fragmenty jak For the Application of Fire czy For an Inward Wound

Wytwórnia Phantom Limb, która ten materiał opublikowała, odwołuje się do Alessandro Cortiniego (syntezatorowego wygi… słowo „wyjadacz”, którego nie lubię, byłoby tu niestety na miejscu). I słusznie. Ostatnio czułem się aż tak – jak gdybym oglądał film bez filmu – chyba właśnie słuchając Avanti Cortiniego. Te mocniejsze momenty przywodzą też na myśl Hildur Guðnadóttir i Jóhanna Jóhannssona, czyli filmową szkołę islandzką, z subtelnością, bez epatowania krzykiem dociskającą słuchacza do ściany. W wydaniu Skeltona te delikatnie modulowane fale dźwiękowe brzmią jak gdyby grał na nie urządzeniach podłączonych do prądu, tylko lepił drony z powietrza. A cały album to świetna odpowiedź dla kogoś, kto wskaże wam muzykę ambient i uśmiechnie się, twierdząc, że sam by lepiej to zrobił. Słuchacz pilnie potrzebny, w tym wypadku na pewno.  

RICHARD SKELTON These Charms May Be Sung Over A Wound, Phantom Limb 2020, 8/10

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Sault – Untitled (Rise) – można

  2. „Często wracam tu do problemu inflancji artystów.
    ———————inflacji?

  3. @ozzy –> oczywiście, poprawiam, dziękuję
    @cfreepo –> o, to nawet trzeba! 🙂

  4. To tylko literowka.
    Dla mnie panska polszczyzna jest niedoscignionym wzorem.
    Tak trzymac!

  5. @ozzy –> Dziękuję!

css.php