Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

11.06.2019
wtorek

3 duety z tygodnia: Nenne, Plaid, Melodnie

11 czerwca 2019, wtorek,

Cykl cotygodniowych poleceń ostatnio trochę się posypał, ale będę go próbował postawić na nogi, dalej wybierając to, co słyszałem i za co ręczę. Przypomnę tylko, że wczoraj było Jambinai, a w piątek Jai Paul. Razem z tym, co poniżej, tworzą dobrą bazową listę, chociaż nie wyczerpują tematu, no bo – oczywista oczywistość – nie przesłuchałem wszystkiego. Do tych trzech płyt trzech różnych duetów wracałem jednak wielokrotnie:

JERZY MAZZOLL & JERZY PRZEŹDZIECKI Melodnie, Bocian 2019, 7-8/10
Inne podejście do muzyki „czwartego świata”, jakby to nazwał Jon Hassell (swoją drogą duet Hassell-Mazzoll warto by było utworzyć dla samego brzmienia nazwy). Jerzy Mazzoll jest tu głęboko liryczny, a zarazem jak zwykle fizycznie i technicznie przygotowany do wyciągania długich, dronowych dźwięków, które Jerzy Przeździecki zdaje się jeszcze wydłużać w czasie i poszerzać w przestrzeni. Współpraca jest naturalna i zazębiają się na poziomie subtelności. Prawdę mówiąc, w pierwszej chwili trudno w ogóle stwierdzić, co tu dokładnie robi drugi z Jerzych. Trzeba się wsłuchać, żeby zacząć izolować robotę obu członków duetu. Co do Mazzolla, wykorzystuje rozszerzone techniki, grając bez ustnika i wchodząc w świat brzmieniowy bardziej z okolic didgeridoo (stąd może te skojarzenia z wyimaginowaną, zmutowaną muzyką świata, swoją drogą ładne zmutowane tytuły wymyślił Filip Łobodziński). Co do Przeździeckiego – korzysta, jak na swoje możliwości, z bardzo oszczędnej gamy technik, które nie wyprowadzają klarnetu basowego do jakiegoś obcego, syntetycznego świata, ogrywając sprzężenia, przestery, rezonanse i pogłosy. Napisać, że to ładna płyta, byłoby banalizacją zjawiska, ale całość nie ma hałaśliwego, lecz przyjemny, kojący charakter.

NENNE Underwater Disco, Gotta Let It Out 2019, 7/10
Szwedzko-polski, powstały w Kopenhadze duet Lo Ersare i Alberta Karcha przedstawia się jako niekonwencjonalny. I chyba słusznie, bo chociaż poszczególne fragmenty tej płyty kojarzyć się mogą z różnymi momentami z najnowszej historii muzyki elektronicznej (Pantha Du Prince z gęstymi repetycjami perkusyjnymi, klubowa wokalistyka z okolic Dani Siciliano itd.), to summa summarum brzmi to całkiem oryginalnie i niesie w sobie wiele emocji i sprzecznych czasem cech naraz. Jest mianowicie jednocześnie laboratoryjnie precyzyjne i po sowizdrzalsku chaotyczne, delikatne jak muśnięcie i całkiem mocne w sile uderzeniowej. Trudno przewidzieć, gdzie skończy się utwór, jeszcze trudniej odczytać, do czego się odnosi (wokale po japońsku). W każdym razie nie jest to raczej to, czego bym się w pierwszej kolejności spodziewał po wspaniałym perkusiście znanym choćby z formacji Sundial – choć nawet w grze na tradycyjnym zestawie nie sposób mu odmówić elastyczności i różnorodności. Nie jestem pewny wielu momentów na Underwater Disco, ale podoba mi się ta fantazja i bardzo bym chciał się dowiedzieć, co będzie dalej – nawet jeśli kolejny rozdział okaże się bliższy dobrze znanym formacjom z okolic melodyjnego, ale abstrakcyjnego IDM-u. Tej nazwy nurtu używam nie bez przyczyny – powody poniżej. Na razie premierowy koncert w SPATIF-ie, w najbliższą sobotę. Dzień wcześniej w tym samym miejscu trio Vandermark/Tokar/Kugel.

PLAID Polymer, Warp 2019, 8/10
Zdarzało mi się regularnie chwalić Plaid, ostatnio chyba nawet z rosnącym zdziwieniem, że ciągle im wychodzi. Rzecz w tym, że każda płyta duetu, nawet z tych gorszych, wciąga gęstą narracją i każe dociągnąć do końca. Rzadko się za to pojawiają innowacje, choćby i brzmieniowe, a Polymer może być pod tym względem pewnym zaskoczeniem. Takiego akustycznego IDM-u jak The Pale Moth – fantastycznego zresztą – to chyba nie robili w swoich złotych czasach przed 20 laty. W Crown Shy nadrabiają z kolei Gotan Project, a w Ops wokale jak z The Knife. Ogólnie tych sampli z brzmień tradycyjnych instrumentów jest tu jednak coraz więcej, im dalej zagłębiamy się w ten materiał. Jest w nim jakiś eksces, ale jest i radość. A co bardziej podatni na IDM-ową nostalgię przy Dancers mogą nawet uronić łzę. I jeśli wczorajszy wpis o Jambinai został skwitowany (celnym poniekąd) komentarzem W 2019 na Polifonii płyta postrockowa dostaje 8/10?, to dzisiaj można by było napisać z grubsza to samo, tylko zamienić post-rocka na IDM. Odgrzewane po 20 latach w lepszych warunkach technologicznych smakuje tak samo.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php