Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

25.10.2016
wtorek

Dół wave, czyli styl kasztanowy

25 października 2016, wtorek,

Można się oczywiście przejmować jakąś Comą albo Cugowskimi, ale nawet dziecko przyzna, że rzadko który zespół tak dobrze trafia w swój czas jak HWDJazz, autorzy Kasety kasztanowej. Bo gdy moje dzieci szukają kasztanów do szkoły czy przedszkola, pojawia się limitowany nakład wydawnictwa kasztanowego z (wieloznacznej) nazwy, które z dzieciństwem ma dużo wspólnego – o jeszcze tym za chwilę. Najpierw muszę wyjaśnić, o kogo w ogóle chodzi. Zapewne nie wszyscy czytelnicy Polifonii wiedzą nawet, że to rodzaj supergrupy – choć członków supergrupy znać się powinno z definicji. No więc jest to taka supergrupa kieszonkowa.

HWDJazz tworzą mianowicie Wojciech Kucharczyk, Bartosz Kujawski i Piotr Połoz – trzon szalonej i twórczo upartej oficyny Mik.Musik, która (proszę sobie sprawdzić) wiele rzeczy robiła zanim inni robili, a gdy inni zaczynali je robić, zajmowała się już czymś innym, albo to samo robiła inaczej. To byłaby jedna z prostszych definicji jej działalności. Normalnie opisalibyśmy w ten sposób hipsterów, ale Mik.Musik jest zarazem tak daleko od hipsterstwa, jak to tylko możliwe. Więc zadania opisującemu nie ułatwia. Poza tym oczywiście HWDJazz również to zrobili WCZEŚNIEJ – w tym sensie, że ten materiał po trosze nagrali lata temu na dostępnej w cyfrze Kasztanowa EP (teraz jest i cyfra, i limitowana kaseta – ostatnie sztuki!), a pokazane tu utwory koncertowe – na występach jakieś dziesięć lat temu. Więc z tym trafianiem w czas to oczywiście dotyczyło wydawnictwa, a nie nagrań.

Sami muzycy próbują za to ułatwiać zadanie piszącemu te słowa, podpowiadając tropy w opisie wydawnictwa: że Jandek, że wczesny Sonic Youth, że bębnienie w stylu Maureen Tucker. Trudno nie odczytać w tym specyficznego nowofalowego prymitywizmu. Trafimy tu i na opary po postpunku (Oldschool Mystery to dokładnie coś takiego) i na nową falę w sensie ścisłym (Obiektywne oczy), ale podążałbym samemu przede wszystkim tym trzecim kluczem. Mówiąc najkrócej: na HDWJazz patrzę przez pryzmat The Velvet Underground. Czy raczej tego, czym ten zespół jest dla wszelkich form zespołów w inkubacji: prawzorem pewnej energii wynikającej z zespołowego grania. Bo HWDJazz to dla mnie nie tyle zgrzytliwy nieraz, hałaśliwy prymitywizm, co dziecięca energia, jaką sam czułem, grając jako 12-latek w zespole Psuj Nerwy (pisałem o tym tyle razy, że daruję wam w tym miejscu kolejną nostalgiczną gawędę). Czyli coś, co daje sytuacja ograniczonych środków, bardzo skromnych warunków i dużej energii, której kumulacja w pewnym momencie dziwi samych zainteresowanych. Pewnego sentymentu jednak uniknąć się nie da: HWDJazz jest w pewnym sensie reinkarnacją takiej młodzieżowej orkiestry nagrywającej się na magnetofon marki Kasprzak, rzecz jasna na kasetę. Więc w akademizm bym w opisie tego zjawiska nie szedł, mimo szacunku dla tego, że na pewno każdy z trzech muzyków ma coś do powiedzenia na temat wizji swojej muzyki. Love it or hate it, kupujecie albo nie.

Właściwie to te czasy podstawówkowego grania (na zdjęciu okładkowym zespół przenosi się zasadniczo dalej jeszcze w przeszłość, pozując w Biskupinie) przypomniał mi bardzo konkretny moment płyty: Plik z odpowiednim zwężeniem. Tutaj dostajemy to wszystko w postaci najczystszej. Dalej, w koncertowej części z nagraniami z różnych miast (dla ułatwienia nazwy miast podają w tytułach), zdradza jednak niejednokrotnie, że prymitywizm jest tu konwencją. Mniej jest – paradoksalnie – dziecięcej energii, a więcej dobrej organizacji, szczególnie w grze perkusji. Na pewno słychać to w Toruniu, który znalazł się na pierwszym miejscu. Świetny Kraków, sprawia wrażenie bardziej dołującego niż reszta – dopóki nie nadejdzie Bytom, który wyznaczy w tej dziedzinie nowe standardy. Sopot niby z pozoru weselszy, ale może dopiero dół sopocki wyznacza standardy ogólnopolskiego dołerstwa nowej fali, czy też no wave (bo na ten termin się powołują muzycy), które w warunkach polskich powinno się nazywać dół wave. A są jeszcze przecież bonusowe (he, he) Mysłowice. Tymczasem jest już późno, żona się o mnie niepokoi, a jutro po drodze do przedszkola trzeba będzie szukać kasztanów.

HWDJAZZ Kaseta kasztanowa, Mik.Musik/Jasień 2016, 6-7/10

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php