Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

25.03.2013
poniedziałek

A tymczasem w pościeli…

25 marca 2013, poniedziałek,

Ostatni „Wired” skrupulatnie odnotowuje liczbę scen seksu w ostatnich serialach kojarzonej z pewną swobodą w tym względzie HBO. Wśród scen kompletnie przypadkowych, bez związku z akcją, przoduje pierwszy sezon „True Blood” (10), ale wśród tych uzasadnionych fabularnie rządzi pierwszy sezon „Gra o tron” (9). Może mam skojarzenia z właśnie zakończonego drugiego sezonu tego ostatniego, w którym scen łóżkowych też było niemało, ale nie mogę się nadziwić, jak bardzo twórcy tego serialu są w stanie jednocześnie oddać brud ludzkich charakterów i smród pseudośredniowiecza, ale w jakiej doskonałej kondycji estetycznej utrzymują alkowy i burdele. Trochę podobne wrażenie mam, gdy słucham nowej płyty Matthew Houcka, znanego jako Phosphorescent. Ręka do góry, komu country kojarzyło się zawsze bardziej ze stodołą niż z pościelą?

Z Phosphorescentem było mi prawie zawsze po drodze – z wyjątkiem może coverowej płyty „To Willie”. Zachwyciło mnie „Pride”, ostatni album bardzo mi się podobał. Żaden jednak nie miał tak soulowego charakteru, tak ciepłego, pościelowego brzmienia i – od okładki – nie naprowadzał na klimat łóżkowy. Marvin Gaye sceny country’owej, albo i jej Barry White jak nic – myślimy. Tyle że „Muchacho” wymyka się na każdym kroku, bo przecież ta seria piosenek zamkniętych klamrą gospelowego hymnu (trochę w stylu Bon Iver) przynosi sporo całkiem niepościelowych emocji związanych ze stosunkami damsko-męskimi. Z jednej strony – trzyma się ładnego formatu amerykańskiego country z jej przaśnymi barwami, z drugiej – kompletnie się poza ten format wymyka, właśnie swoim wyestetyzowaniem. Ma coś z seriali z HBO ten artysta.

Najbardziej podoba mi się, gdy Houck z najczarniejszych opresji, z depresyjnych momentów dźwiga się – niczym Cat Power – do radosnego klubowego grania z sekcją dętą i funkową pulsacją w takim „A Charm/A Blade”. I gdy bezceremonialnie nakłada tradycyjne skrzypcowe ostinato na syntezator w „Song For Zula”. Nawet jeśli więc uznamy okładkę Phosphorescenta (którą mam okazję przeglądać w formacie 12″ – i została niewątpliwie do tego przygotowana) za próbę ściągnięcia uwagi potencjalnych nabywców po internetowemu, dostaniemy na koniec coś, co satysfakcję przyniesie na tym mniej powierzchownym, artystycznym.

PHOSPHORESCENT „Muchacho”
Dead Oceans 2013
Trzeba posłuchać: „Song For Zula”, „A Charm/A Blade”, „The Quotidian Beasts”. Poniżej

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Strasznie ładny album, Oldham ostatnio bardzo zaniża, więc ten materiał mnie ratuje.

css.php