Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

18.03.2013
poniedziałek

Elektrownia bez prądu

18 marca 2013, poniedziałek,

Zostawiłem sobie na tę okazję wycinek prasowy z niedzielnego wydania „Financial Times”. Kilka tygodni temu wydrukowali tekst o Kraftwerku pisany wprawdzie przy okazji serii koncertów tej grupy w Tate Modern, ale za to – jak to zwykle w wypadku mało rozmownych Niemców – z wypowiedziami byłego muzyka Kraftwerku. Temu trudno ukryć rozgoryczenie, a przy okazji pouczania byłych kolegów (a raczej byłego kolegi: Ralf Hütter jest jak wiadomo jedynym oryginalnym muzykiem w składzie grupy), przy okazji wydania drugiej solowej płyty, na której, choćby metaforycznie, rozlicza się z Kraftwerkiem.

Karl Bartos, którego rekrutacji szefowie Kraftwerk dokonali, telefonując do düsseldorfskiego konserwatorium, był porządnym, klasycznie wykształconym perkusistą, który świetnie się wpisał w zespół i zostawił po sobie chyba najwięcej kompozytorskich pomysłów jak na „siłę zaciężną” w zespole (granica między Schneiderem i Hütterem była, jak wiemy, mocno zarysowana). I chwała mu za to. Ale myli się, krytykując zespół za ślamazarność i odświeżanie na nowo starego dorobku. Kraftwerk po prostu dba o własną legendę, nie wydając prawie nowych kompozycji. Hütter dobrze wie, że nie ma wśród nich klasyków, że w ogóle trudno jest mu nadążyć za zmieniającymi się konwencjami muzyki elektronicznej, lepiej więc pozostawać blisko pierwotnego repertuaru. „Karl Bartos brzmi trochę jak Kraftwerk, a Kraftwerk trochę jak Karl Bartos” – mówi, pochlebiając sobie bardzo. Bo muzyka na „Off The Record” kompletnie tego nie potwierdza.

Niby są riffy, wokoder, prosta praca automatu perkusyjnego, ale od początku wszystkiego jest za dużo – a jedno z najłatwiej identyfikowalnych cech Kraftwerku jest pewna matematyczna wręcz czystość, brak niepotrzebnych działań, poziom redukcji, poniżej którego byłoby już gorzej. Poza tym ten wokoder nie załatwi linii wokalnych, które u Kraftwerku składają się z pojedynczych pojęć-sloganów nazywających rzeczywistość, też w najkrótszej formie. A tu mamy za dużo słów. Bartos jest mistrzem syntezatorów, a zarazem pozwala sobie na takie banalne linie syntetycznego basu (np. „Nachtfahrt”), jakich na płycie Kraftwerku nigdy byśmy nie znaleźli. Robi też to, co krytykuje u swoich kolegów – sięga po autocytaty: „Rhythmus” to na przykład połączenie cech kilku piosenek z „Computer Welt”, „Atomium” pożycza z „Radio-Activität”. No i jeszcze na okładce autor przywdziewa maskę.

Po zsumowaniu dorobku Bartosa (jak piszą w „FT”: bardziej płodnego niż jego eksgrupa) wyjdzie na to, że w tym czasie Kraftwerk mieli przynajmniej świetny album koncertowy („Minimum – Maximum”), a z jego dyskografii niewiele zostanie. Z trudem przychodzi mi pisać te słowa, bo mam sympatię do Bartosa i uwielbiam wytwórnię Bureau B, ale wolałbym, żeby ten zasób emocji osobistych spożytkował, nagrywając tym razem coś zupełnie innego, choćby i płytę unplugged. Bo sam przyznaje w rozmowie z „FT”, że styl Kraftwerk ukształtowany został przed jego przyjściem, jeszcze na „Autobahn”, a na jego nowej płycie dostajemy coś mało użytecznego: elektrownię niepodłączoną do prądu.

KARL BARTOS „Off The Record”
Bureau B 2013
Trzeba posłuchać: „International Velvet”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. My w PopUpie piórem Wojtka Kucharczyka również krytycznie http://www.popupmusic.pl/no/39/recenzje/1801/karl-bartos-off-the-record

  2. Napiecie wysiadlo, Karl Bartos!
    ____________________________
    Z ciekawosci wzialem ten album i….po projekcie Karla Bartosa Electric Music „Off the Record”, czyli kolejny album pod wlasnym nazwiskiem i ….nic z tego, poniewaz powraca do Kraftwerk. Minimalistyczne studium muzyczne z futurystycznymi tonami maszyny.
    Ale elektrownia wysiadla przy „Atomium” i „Rhythmus” i nie skrzy zupelnie. Ciezkie voicecovers vocodera nad ambientowymi syntezatorowymi sciezkami sa jakby rozwodnione w atmosferycznej middle-play i wypelnione tresciami bez fantazji. Chyba najbardziej jest w „Silence” – 6 sekund ciszy.
    Zupelny brak napiecia a taze porownanie z Kraftwerk , co do samej formy i estetyki, jest raczej mgliste – bardziej to technopop i „Hausmusik”.
    Do tej plyty juz nie wroce.

  3. Smutny off topic – zmarł właśnie Jason Molina (Songs: Ohia)…

    Secretly Canadian via Twitter: Our friend Jason Molina passed away from natural causes on Saturday, March 16th in Indianapolis. Please standby for a formal statement.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Jason MOLINA byl wielkim inspiratorem wokalistyki
    The Tallest Man On Earth (SE)
    http://www.youtube.com/watch?v=40aqF7OvQfs

  6. Bardzo smutna wiadomość, że odszedł Jason Molina, niesamowity artysta. A liczyłem jego na nowy materiał w tym roku. Ja znalazłem taką informację na temat jego śmierci via Consequence of Sound:
    „Jason Molina has died at the age of 39. According to Chunklet, the Lorain, Ohio-born singer-songwriter passed away on Saturday, March 16th from organ failure due to excessive alcohol consumption”.

    Tutaj cały artykuł:
    http://consequenceofsound.net/2013/03/r-i-p-jason-molina/

    Nawiązują do powyższego wpisu na temat płyty Karla Bartosa… Z całą pewnością dzisiejsza wiadomość o odejściu Jasona Molinył odcięła mi dopływ energii, która od lat płynęła z muzyki tego wspaniałego artysty. Magnolia Electric Co…

  7. A to jeszcze jeden news. Peter Murphy niepotrzebnie opuscil Turcje, tylko po to, aby zostać aresztowanym w usa za hit and run oraz posiadanie znacznej ilości metamfetaminy.

css.php