Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego Polifonia - Płyty Bartka Chacińskiego

11.04.2011
poniedziałek

Dzidzi tydzień (cz. 1)

11 kwietnia 2011, poniedziałek,

Najpierw wyjaśnijmy sobie, co to jest muzyka dla dzieci. Bardzo proste. To taka, którą zdecydujecie się puścić swojemu dziecku. „Muzyki dla dzieci” jako takiej nie ma. Jest tylko coś, co opakowują tak w sklepie, gdy próbują wam sprzedać nową płytę. Rzeczy pisane dla dziecięcej publiczności muszą być równie dobre. co te dla starszych – i trafiać do obu grup jednocześnie – bo w przeciwnym razie nie mają krzty sensu.

Nie ma też żadnego racjonalnego (ani estetycznego) powodu, dla którego waszym rozwijającym się dzieciom, o których gust powinniście dbać bardziej niż o własny (bo ten się zmienia coraz wolniej), macie serwować piosenki na beacie z klawisza, z częstochowskimi rymami i pocienionym komputerowo śpiewem. Nie ma też żadnej widocznej przyczyny, dla której nie mielibyście swoim pociechom puszczać tego, co sobie – z wyjątkiem – moim zdaniem – ekstremalnie depresyjnych, negatywnie działających klimatów – chyba że chcecie wychować osobowość depresyjną.

Pisałem też kilka razy, jeszcze na prywatnym blogu, o tym, nie widzę przeszkód, by dzieciom puszczać muzykę trudną, elektroniczną, skrajnie minimalistyczną, drony itd. Mam świetne doświadczenia z wykorzystaniem w najwcześniejszej praktyce rodzicielskiej płyt z Kranky, a teraz – jako świeżo upieczony ojciec drugiego dziecka – z zaskoczeniem stwierdziłem, że podobnie jak pierwszą reklamą widzianą przez moją córkę był wielki podświetlany panel automatu z coca-colą stojący w korytarzu oddziału położniczego, tak pierwszym ulubionym, uspokajającym dźwiękiem był smętny dron wydobywający się z sekcji chłodniczej tego automatu. Aha, przy okazji zdradziłem się z powodu, dla którego postanowiłem serię wpisów poświęcić muzyce, która dla dzieci się nadaje.

W domu moją córkę witała przygotowana wcześniej płyta z Soul Jazz Records. Londyńska firma wpadła właśnie w sympatyczny paromiesięczny już brazylijski dryf, przypominając niedawno szlagiery bossa novy na znakomitej kompilacji „Bossa Nova and the Rise of Brazilian Music in the 1960s” z towarzyszącym jej albumem pięknych grafik okładkowych, a potem wydała płytę, którą najpierw zbagatelizowałem, a teraz ogrywam od dwóch dni – „Brazil Bossa Beat! Bossa Nova and the Story of Elenco Records, Brazil”. Nie wszystkie z tych utworów były wznawiane w samej Brazylii, ale wszystkie to klasyki jak się patrzy. Jak przystało na bossa novę, zaprzęgają składy rodem z orkiestr jazzowych do tworzenia modernistycznej wizji muzyki pop.

Dzieciaki, podobnie jak ciekawskich dorosłych, może ująć różnorodność barw i środków. Chórki żeńskie i męskie – często wymiennie w jednym utworze. Sporo perkusjonaliów, wibrafony i smyczki. Piękne aranżacje na klarnet i flet (na przykład u Badena Powella). Albo na organy. Odrobina gitary. Wielogłosowe partie wokalne, szczypta Afryki. Wreszcie język portugalski – podobno od pierwszych tygodni życia dzieci osłuchują się z podstawowymi elementami poszczególnych języków, pod warunkiem, że mają okazję je usłyszeć.

W tej historii niezależnej (lata 60.!) firmy płytowej Aloysia de Oliveiry nie pojawiają się te najbardziej znane w Europie, gwiazdorskie nazwiska w rodzaju João Gilberto, Antonio Carlosa Jobima czy Gilberto Gila. Dominują za to świetny Edú Lobo („Zanzibar”!) i Nara Leão. Galeria okładek Cesara G Villeli – pokazywana w środku – robi wrażenie jednej z pionierskich tak śmiałych (oparta jest na czerni i bieli oraz czerwonych akcentach) identyfikacji wizualnych małej wytwórni. Sam bawiłem się najlepiej. O to zresztą chodzi z tą całą muzyką dla dzieci. Kiedy okazuje się, że jest mniej czasu na muzykę, trzeba wykorzystać to, co nas łączy z dziećmi, a odrzucać potencjalną szmirę, która dzieli.

RÓŻNI WYKONAWCY „Bossa Nova and the Story of Elenco Records, Brazil”
Soul Jazz Records 2011
8/10
Trzeba posłuchać:
Edú Lobo „Zanzibar”, Nara Leão „Nana”, Baden Powell „Coisa No 1”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 9

Dodaj komentarz »
  1. Muzyki trudnej i minimalistycznej jeszcze nie próbowałem prezentować obecnie 5-letniemu synowi i chyba będzie już trudno, bo wpadł na Gogol Bordello i w zasadzie jest wyznawcą, jak to on nazywa „muzyki szybkiej”. Uwielbia też koncertowe DVD Gogoli i z sukcesami odtwarza niektóre ich szaleństwa sceniczne. Pociągają go też intrygujące teksty jak Ślązak czy Adela Biffa. Lubi łatwo wpadające w ucho utwory jak Rower czy Ramydada Janerki i wesoło podryguje do Kapeli ze Wsi Warszawa. Także w zasadzie jest otwarty i będziemy też eksplorować inne gatunki.

  2. Przedziwna płyta. Są momenty (np. początek Beco do Mota), które bardziej kojarzą się z Popol Vuh niż z bossa novą 🙂

  3. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  4. Aha, daję głowę, że to minutowe wokalne wyciszenie w „Amoralinie” zainspirowało cały soundtrack do „Le Peuple Migrateur”, skądinąd przepiękny.

  5. Gdy Bill Ward leżał w po zawale w szpitalu, w odwiedziny przyszedł do niego Geezer Butler z kartką okolicznościową „Congratulations on your new baby”. W związku z tym… zdrowiej nam, Bartku! 😉

    Jestem za dronami i minimalizmem. Myślę też, że odrobina niskich częstotliwości (takich, od których wszystko wibruje) od czasu do czasu może mieć pozytywny wpływ na rozwój układu nerwowego (ale ja tylko strzelam).

  6. @Krasnal Adamu –> Dzięki. I za historyjkę, i za życzenia. 🙂

  7. Kiedyś już rozmawialiśmy na ten temat… Mój blisko trzyletni syn nie buntuje się słuchając pokręconych dźwięków jazzowych:) Choć trzeba przyznać bardziej gustuje w world music, avant-popie tudzież bardziej melodyjnych utworach różnych gatunków a do snu ambient albo klasyka. A chwilę przed przeczytaniem wpisu nagrałem znajomej znaczną część dziecięcej kolekcji Putamayo Records.
    http://www.putumayo.com/en/putumayo_kids_cd.php
    Z polskich płyt największym zaskoczeniem dla mnie była płyta Kaja i Janusz Prusinowscy Kołysała mama smoka. Pozdrawiam.

  8. @Bartek Chacinski

    Wszystkiego, co najpiekniejsze. Zycze z calego serca.

    Moi malcy sami wybieraja muzyke, najczesciej z roznych programow
    tv…Livia, Elie, Aron .Corka (9+ lat) to Lady Gaga czy jakies lokalne gwiazdy roznych konkursow tv.Synowie (6+, 8) przepadaja za Elvisem i Michaelem Jacksonem i oczywiscie muzyka filmowa.

  9. Z racji, że z dzieckiem siedzę w domu już dwa lata (w tym rok na urlopie wychowawczym), koleżka jest skazany na słuchanie tego co ja. Być może mnie kiedyś za to znienawidzi.

    Pierwszym katowanym albumem było Youth of America Wipersów, a później poszło już z górki. Od listopada lecimy listą 1001 albumów muzy popularnej wg klucza z jakiegoś blogasa. Obecnie jesteśmy w okolicach 1975.

css.php