Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

11.05.2017
czwartek

Dobra kiełbasa, zły Michael Jackson i ważna potrzeba kończenia

11 maja 2017, czwartek,

Ten utwór nosi tytuł Bombs i ma podkład niebezpiecznie przypominający Day Tripper Beatlesów. Mark Kozelek opowiada w nim (tak, zgadliście) o bombach. Ale tylko na początku, dale okazuje się, że pisze tekst do zaśpiewania na scenie w Amsterdamie, jak zwykle trochę autotematyczny – o pisaniu tekstu do zaśpiewania na scenie w Amsterdamie. A potem pisze dalej, dostał już te oklaski i opowiada, że będzie tęsknił za rowerami. I leci do Polski. Tak, to ten tekst, który ludzie sobie polecali jeszcze gdy nowa płyta pojawiła się w formacie cyfrowym. O tym, jak przyjeżdża do Wrocławia, wyznaje (nie pierwszy raz, bądźmy tego świadomi), że ma polskie korzenie. Choć wiemy, że jego nazwisko w tej formie skojarzenia w Polsce budzi raczej czeskie. Nieświadomy tego Kozelek śpiewa jednak dalej: że pewnie dlatego jest taki silny i uwielbia polską kuchnię. Mało było zwrotek zagranicznych piosenek o polskiej kuchni, więc słucham z zainteresowaniem: wymienione zostają barszcz biały, kiełbasa, pierogi i placki ziemniaczane z kwaśną śmietanką, no i więcej kiełbasy, a nawet kiełbasa z kapustą. A potem autor opowiada o Andrzeju Gołocie – zdyskwalifikowanym w walce, ale przecież, jak dodaje Kozalek, wiele osób powinno zostać zdyskwalifikowanych w walce. Na przykład oboje kandydatów do amerykańskiej prezydentury w ostatnich wyborach. No nic, wrócę do was na Off Festival w przyszłym roku, o ile tylko mnie zaproszą. Kozelek pisze więc nie tylko o tym, co było, ale i o tym, co będzie. Mam zresztą wrażenie, że wcześniej już jakąś wersję tego tekstu zaśpiewał w Katowicach podczas poprzedniego koncertu na Offie. Czytaj całość »

10.05.2017
środa

Trzy nowe filmy o muzyce, które trzeba zobaczyć

10 maja 2017, środa,

Jak co roku sygnalizuję rozpoczynający się właśnie festiwal Millennium Docs Against Gravity wpisem o muzycznych dokumentach. Jest ich i tym razem niemało, głównie w sekcji tradycyjnie nazwanej „Muza i wena”. Łącznie wszystkich dokumentów na różne tematy jest w tym roku ponad 140, a miast festiwalowych pięć (szczegóły tutaj). Z doświadczenia wiem, że filmy o muzyce (trzecia najważniejsza forma kontaktu z muzyką), które wam tu przepadną, nie zawsze będziecie mieli okazję obejrzeć gdziekolwiek indziej. A ponieważ sam miałem już okazję obejrzeć część programu DAG, na początek polecam trzy bardzo ważne tytuły: Czytaj całość »

9.05.2017
wtorek

Najlepsza w tym roku płyta PJ Harvey, której nie nagrała PJ Harvey

9 maja 2017, wtorek,

Takie wrażenie można mieć od początku utworu tytułowego Pleasure na nowej płycie Feist. I tak z pewnością brzmi najlepszy na tej płycie Century, który naprawdę mógłby być najlepszym fragmentem na ostatniej płycie PJ Harvey. Owszem, złośliwością byłoby patrzeć na nowy album kanadyjskiej wokalistki i autorki TYLKO przez pryzmat tej bliskości stylistycznej. Pleasure staje się przyjemnością zupełnie naturalną i autonomiczną w okolicach Lost Dreams, a później znakomitego Any Party. Pisanie o głębi emocjonalnej w czwartym zdaniu może sygnalizować recenzencką bezradność, ale repertuar Kanadyjki, wcześniej raczej lekki, zyskał tu sporo głębi, którą doceniam, choćby budziła tak jasne stylistyczne skojarzenia. Powiedzmy, że jestem szalony. Ale dotąd – i to proszę traktować jako usprawiedliwienie (proszę sprawdzić) – raczej nie przechwalałem Feist. Czytaj całość »

8.05.2017
poniedziałek

Smutek, łzy, krew i szczęście naraz

8 maja 2017, poniedziałek,

Pamiętacie znakomitą i ważną płytę Rock-a-bubu Starych Singers sprzed niemal 20 lat? To była mimo wszystko rzecz utrzymana w tradycji rockowej, na Off Festivalu będzie można bliżej poznać tradycję zwaną bubu, a to za sprawą Janki Nabaya, który wraz ze swoim The Bubu Gang (z muzykami amerykańskimi i syryjskimi w skłqdzie) modernizuje tę tradycję wywodzącą się z terenów dzisiejszego Sierra Leone. Nabay uciekł do USA przed wojną domową kilkanaście lat temu, więc jego nowa Build Music jest płytą nagrywaną Brooklynie, ale płytą afrykańską, intensywną jak ta tworzona na miejscu, a zarazem eklektyczną i absorbującą rytmicznie niczym nagrania, które prezentował światu Ata Kak. W line-upie Off Festivalu Nabaya pojawił się dzisiaj obok innych wykonawców z różnych stron świata. Są śród nich: mauretańska wokalistka Noura Mint Seymali, polski duet Żywizna (Raphael Rogiński i Genowefa Lenarcik – aktualni zdobywcy Folkowego Fonogramu Roku), rosyjski zespół Phurpa, śląskie trio wokalne Frele (znane z tej wersji przebojów Adele i Lionela Richie). A przede wszystkim – rewelacyjny angielski folkowiec Richard Dawson, czyli czołówka płyt roku 2014 na Polifonii i jak dla mnie jedna z najbardziej oczekiwanych tegorocznych premier (ukazuje się 2.06). Czytaj całość »

8.05.2017
poniedziałek

Bo jestem szalony

8 maja 2017, poniedziałek,

Czy pisałem już o tym, że warto zobaczyć tę słynną Klątwę, bo jest zupełnie innym przedstawieniem niż piszą (w większości) i niż to sugeruje wyjęta z kontekstu scena z papieżem? Spektakl o robieniu spektaklu, którego tekst musi ustąpić opowieści o tym, co obchodzi już nie postacie, tylko samych aktorów, bo rzeczywistość nabiera niebezpiecznie wysokiej temperatury. Spektakl na granicy niesmaku i o granicach aktorstwa. Ale przy okazji precyzyjny i zrozumiały, choćby dla mnie jako raczej niedzielnego widza teatralnego, bo fachowca zgrywać nie będę, odsyłając po więcej tutaj. Właśnie dlatego trudno mi uwierzyć w to, że publicystów politycznych widzących w tym tylko bluźnierstwo – albo i „hitlerowskie przedstawienie” (to najlepsze!) – nie poruszył choć trochę duszny i dwuznaczny monolog Jacka Belera o tropieniu muzułmanów. Nie wierzę, że nie zapadł im w pamięć monolog Klary Bielawki o tym, co trzeba zrobić, żeby dziś dotrzeć do publiczności i dlaczego obrońcy feminizmu zawsze muszą w tym celu popomiatać kobietami. Ani że przez chwilę nie uwierzyli, że Karolina Adamczyk chce naprawdę przeprowadzić aborcję. A już absolutnie nie wierzę, że nie rozbawiła ich choć trochę, chociaż troszeczkę opowieść Michała Czachora (połączona z defloracją zdjęcia reżysera): Dostałem tę rolę, bo jestem szalony. W tym przerysowanym geście – który absurdalnie popkulturowo skojarzył mi się z grą Plants vs. Zombies (Dlaczego mówią na mnie Crazy Dave? Bo jestem szaloooony!) – każdy, proszę was, odnajdzie siebie. Polityczny publicysta z tzw. pierwszego psychiatryka odnajdzie prawdę o tym, że zatrudniają go, bo wiedzą, co napisze. A nadpobudliwy dziennikarz muzyczny znajdzie prawdę o tym, że skoro dużo pisze, to oczekują od niego, żeby pisał jeszcze więcej. W tym tygodniu będzie więcej. Dlaczego? Bo jestem szalony. Czytaj całość »

5.05.2017
piątek

Kiedy najlepsze premiery to składanki

5 maja 2017, piątek,

To „kiedy” to dziś. Budzicie się po długim weekendzie i wprowadzają do kin film, który jest składanką – bo nie chodzi tylko o to, że „Strażnicy Galaktyki” okazali się kompilacją motywów z kina rozrywkowego sprzed lat, chodzi o to, że cały film jest przygotowywany na bazie składanki starych hitów, reżyser zaczyna od ich zgromadzenia, a później aktorom każe w ich rytm grać. Jeśli nie wierzycie w to wszystko i wciąż uważacie, że chodzi tu tylko o to, co na ekranie, spójrzcie na dopisek przy tytule dzisiejszej premiery: nie „II”, nie „Powrót”, tylko „vol. 2”, jak przy kompilacjach. Bez ścieżki dźwiękowej z nieco już zapomnianych przebojów z lat 70. i 80. to zjawisko filmowe nie istnieje. Najlepiej to wyjaśnić, spoglądając na to przez pryzmat schematów gatunku. Każdy superbohater, jak wiadomo, powinien mieć jakąś moc i atrybut. Zastanawialiście się nad tym w kontekście głównego bohatera „SG”? Składanka na kasecie to moim zdaniem główny atrybut Star-Lorda*. A jego supermoc to nostalgia. Czytaj całość »

4.05.2017
czwartek

Goryle we mgle 3D

4 maja 2017, czwartek,

Ponieważ brytyjscy dziennikarze, którzy dostali nowy materiał Gorillaz przed premierą, napisali już (w większości), jak jest udany, jako sfrustrowany polski pismak wożący ze sobą płytę ledwie od momentu premiery, odpiszę, że nie mają racji. Ale napiszę to bez satysfakcji, bo bardzo lubię rysunkowe postaci, także w wersji animowanej, do wersji 360/VR też nic nie mam, choć trzeba na wstępie powiedzieć jedno: wydaje mi się, że Damon Albarn i Jamie Hewlett chcieliby chyba z Gorillaz zrobić twarze VR na podobnej zasadzie, na jakiej James Cameron zrobił z Avatara symbol 3D, a Wachowscy z Matrixa zrobili płytę testową kina domowego. Jeśli chodzi o goryle, jestem w temacie: długi weekend spędziłem oglądając zwierzęta w zoo (i gitarzystów bijących rekord Guinnessa – nieskutecznie) we Wrocławiu. A zawód, jaki sprawiło mi Humanz, porównywalny jest z tym, co poczułem, szukając kiedyś w filmie Goryle we mgle tej samej Sigourney Weaver znanej mi z dwóch (wówczas) filmów o Obcych. Pomijając The Fall, jest to najsłabszy album Gorillaz. Czytaj całość »

28.04.2017
piątek

Premiery maja 2017: Czarny, Czarny i Czarny

28 kwietnia 2017, piątek,

U nas pierwszy tydzień maja zamienia się w jedno długie święto pracy, flagi, konstytucji, a potem grilla. Za granicą jednak intensywnie wydaje się wtedy płyty. Nie dziwcie się więc, że 5 maja ukazuje się aż tyle godnych uwagi płyt – premierowo to jeden z najgorętszych momentów w roku. Poniżej lista zebranych przeze mnie jak dotąd majowych zapowiedzi płytowych. Dodatkowe proszę ewentualnie dopisać w komentarzach, jak zwykle – jest szansa, że ktoś właśnie na to jedno, konkretne wydawnictwo czeka. A nieco dalej – żeby tak zostało coś więcej ode mnie na deszczowy początek długiego weekendu – jedna z przyszłych polskich płyt roku, że tak szumnie zapowiem. Ale żeby się dowiedzieć, trzeba kliknąć i przewinąć niemal setkę nowości. Czytaj całość »

27.04.2017
czwartek

Cisza obudziła mnie

27 kwietnia 2017, czwartek,

Z tą płytą Piernikowskiego jak to w życiu – raz się podoba bardzo, innym razem coś w niej uwiera. Czasem zależy to po prostu od okoliczności, bo to muzyka, której nastrój bywa nie tyle zaraźliwy, co wręcz oblepiający. Czasem uwiera to, że teksty ciężko zrozumieć – Wojciech Bąkowski przy podobnej konwencji muzycznej bywał bardziej precyzyjny. Ale dziś to Robert Piernikowski nagrał płytę, która, choćby i niszowa, opowiada coś o świecie, zamyka w muzyce jakiś rodzaj emocji, które potrafią się do człowieka przykleić na polskiej ulicy. A ponieważ cały wczorajszy dzień spędziłem na czytaniu i rozmowach o dorobku zmarłego kolegi i mentora, który wszędzie wypatrywał jakiejś wizji współczesnej Polski, nie mogę tego nie docenić. Skoro był nieustannie ciekaw wszystkiego, co takie sensy niesie, to płyta No Fun, która oficjalną premierę ma dziś, zainteresowałaby go na pewno. Czytaj całość »

26.04.2017
środa

Pociąg do zderzeń

26 kwietnia 2017, środa,

Myślicie, że kiedyś świat był bardziej poukładany, a ludzie bardziej ogarnięci? To proszę: rok 1896, pewien amerykański pracownik kolei nazwiskiem George Crush postanowił zorganizować w Teksasie gigantyczną imprezę. Rozstawił namiotowy, wydrukował plakaty i przygotował odcinek torów tylko po to, by zaprezentować ludziom czołowe zderzenie dwóch zdezelowanych lokomotyw parowych z wagonami. Miała to być – jak zauważa celnie grupa The Residents (o której za chwilę) – ostateczna forma XIX-wiecznej rozrywki familijnej. Dobra reklama sprawiła, że na wydarzenie nazwane stosownie „The Crash At Crush” i opisywane jako bezpieczna forma kontaktu z katastrofą kolejową przyjechało i kupiło bilety 40 tys. osób, które obserwowały uderzające w siebie pociągi i – nieprzewidzianą przez organizatorów – eksplozję kotłów, w wyniku której trzy osoby zginęły na miejscu od obrażeń zadanych przez odłamki maszyn, a kilkadziesiąt zostało rannych. Jednak gdy tylko niebezpieczeństwo minęło, gawiedź rzuciła się, by robić sobie pamiątkowe zdjęcia na szczątkach lokomotyw, a same szczątki zabrać na pamiątkę do domu. Crush został zwolniony przez władze kolei, po czym (tu sięgam znów do tekstu The Residents) przyjęty do pracy z powrotem tydzień później. Jak gdyby nigdy nic. Czy po takiej historii cokolwiek może dziwić? A to tylko jedna z tych, które na nowej płycie opowiedzieli The Residents. Czytaj całość »

css.php