Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

6.10.2017
piątek

Muzyka z Philipa K. Dicka – 10 utworów

6 października 2017, piątek,

Dziś premiera Blade Runnera 2049, do której można się było przygotować na różne sposoby. Oglądając którąś z wersji oryginalnego, klasycznego filmu Ridleya Scotta z roku 1982, ale też słuchając muzyki inspirowanej twórczością Philipa K. Dicka. A z muzyką jest trochę tak jak z filmami według książek tego wybitnego pisarza (a nawet serialami – niestety, włącznie z najnowszym, obiecującą antologią nowel filmowych Philip K. Dick’s Electric Dreams) – niemal wszystko, co inspirowane Dickiem, zwykle przynosi zawód. Wychodzi na to, że lepiej już radził sobie z muzyką Dick, w swoich powieściach każąc bohaterom słuchać radia (piosenek z nie najgorszego dla tego medium przełomu lat 60. i 70.) albo muzyki poważnej, którą sam lubił. Przez jakiś czas sam prezentował w radiu nagrania muzyczne i przez pięć lat sprzedawał płyty w sklepie Art Music Company. W powieści Radio Free Albemuth umieścił nawet swoje alter ego z czasów, gdy mógł jeszcze się zatrudnić (taką pracę mu proponowano) w wytwórni płytowej. Musiałby tylko wybrać muzykę, a porzucić literaturę. Wygląda na to, że wybrał dobrze – w przeciwieństwie do wielu inspirujących się nim artystów. Choć nie wszystkich. Oto najciekawsze przykłady:

SONIC YOUTH Schizophrenia [z albumu Sister, SST 1987] Wyjątek o randze jakiegoś kosmicznego zderzenia. Cały album Sister, w mojej opinii najlepszy w całej dyskografii Sonic Youth, inspirowany był nie tylko twórczością, ale też życiem Philipa K. Dicka – dokładniej jego emocjonalnym związkiem ze zmarłą tuż po urodzeniu siostrą bliźniaczką. I stanami uznawanymi przez wiele osób za oznaki schizofrenii. Tytuły piosenek ewoluowały i w końcu ducha Dickowskiego w nich mniej, a niedawna autobiografia Kim Gordon rzuciła światło na drugi plan tej historii: otóż Sister jest zarazem opowieścią o jej trudnych relacjach z chorym psychicznie bratem.

TUBEWAY ARMY Are „Friends” Electric? [z albumu Replicas, Beggars Banquet 1979] Wczesny etap kariery Gary’ego Numana to opowieści w stylu science fiction, której był fanem. Ta piosenka – jak i cała płyta Replicas – weszła na rynek trzy lata przed premierą Blade Runnera. Tytuły obu odsyłają wprost do powieści Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?, czyli pierwowzoru filmu. W pewnym sensie piosenka Numana antycypuje jednak obrazy z filmu: na bohatera czeka na zewnątrz postać w długim płaszczu, kapeluszu i z papierosem. Na pewno zaszczepił Dicka w sercu syntezatorowej nowej fali, a kto wie – może i odrobinę zainspirował konwencję filmu? Biorąc pod uwagę późniejszy wybór Ridleya Scotta (Vangelis), reżyser w oprawie muzycznej grał bardziej konserwatywnie. Biorąc pod uwagę decyzję o zamianie Jóhanna Jóhannssona na Hansa Zimmera w nowej odsłonie filmu (ze Scottem jako producentem) – konserwatystą pozostał.

VANGELIS Blade Runner End Titles [z albumu Blade Runner OST, EastWest 1994] Nie sposób pierwotnemu wyborowi Ridleya Scotta odebrać sensowności, gdy się przysłuchać temu, co zrobił Vangelis, nakładając na siebie dwa plany: konserwatywne myślenie kategoriami muzyki orkiestrowej – albo wyświechtane motywy saksofonowe – i arpeggia syntezatorowe. Miało to sens w takim wydaniu wówczas i broni się do dziś jako mieszanina klasycznej muzyki elektronicznej lat 70., New Age i pompatycznych zabiegów muzyki filharmonicznej. Ciekawe, czy podobałoby się osłuchanemu w klasyce Dickowi. W każdym razie w sklepach nie można było dostać tej muzyki wyjątkowo długo – przez jakieś 12 lat jej źródłem były bootlegi.

PRIMAL SCREAM A Scanner Darkly [z albumu Evil Heat, Columbia 2001] Może drugorzędny utwór w dyskografii grupy Primal Scream z na pewno nie najlepszej ich płyty, ale ciągle ciekawe nagranie – instrumentalne i odwołujące się bezpośrednio do książki Przez ciemne zwierciadło. Dla muzyków nęcącej poprzez opisy uzależnienia narkotykowego (jeden z tematów piosenek PS), ogólnie jedne z najlepszych w całej literaturze. Nie na darmo Timothy Leary czytał Dicka. Rockowych reakcji na Dicka było od tamtej pory sporo (np. VALIS grupy Bloc Party z płyty Four), ale bywały marne (np. VALIS grupy Bloc Party z płyty Four).

EL-P Deep Space 9mm [z albumu Fantastic Voyage, Definitive Jux 2004] Nagranie ledwie przez moment odnoszące się do Dicka, którego jednak El-P jest miłośnikiem. Dokładniej – do obsesji pisarza na punkcie Imperium Rzymskiego, które ciągle trwa, nigdy się nie rozpadło, a tylko wydaje nam się, że przestało decydować o losach świata, czyli tezy powieści VALIS. You’re behing the walls of the new Rome – zaczyna raper i producent. Potwierdzenie zainteresowania znajdziemy później na płycie Run the Jewels w utworze Close Your Eyes (and Count to Fuck) (koniecznie!), ale – paradoksalnie – w zwrotce Zacka de la Rochy: Philip K. Dick in you. A skoro jesteśmy już przy hip-hopie, warto wspomnieć niedawny album Logica Everybody z utworem America, słabszy muzycznie, ale w tekście rzucający porównaniem współczesnej Ameryki do tej z Człowieka z Wysokiego Zamku.

GRAHAM REYNOLDS Little Blue Flowers [z albumu A Scanner Darkly OST, Fire/Lakeshore 2017] Jeszcze jeden soundtrack – z drugiego dobrego filmu wg prozy Dicka (który zamyka listę tych udanych), czyli Przez ciemne zwierciadło. O muzyce Grahama Reynoldsa pisałem więcej w sierpniu, więc teraz tylko linkuję do tamtego wpisu. Warto posłuchać.

THE FALL Impression of J. Temperance [z albumu Grotesque (After the Gramme), Rough Trade 1980] Mark E. Smith, lider The Fall, jest wielkim fanem pulpy SF, a przy okazji i Philipa K. Dicka, który z pulpowego pisarstwa wyszedł na literackiego filozofa i wizjonera. Na płycie Grotesque korzysta z wielu motywów z SF i horroru (Lovecraft), a niniejsza z pozoru obyczajowa piosenka traktuje o hodowcy psów i jego… replice. Wydaje się więc ciekawym odbiciem satyrycznego stylu Dicka w rejonach muzycznych, w których niekoniecznie byśmy się go spodziewali.

MAN OR ASTRO-MAN? Philip K. Dick in the Pet Section of a Wal-Mart [z albumu Project Infinity, Estrus 1995] Wśród tych najbardziej zakurzonych i zapomnianych nagrań mamy z kolei space-surf-rockową grupę Man Or Astro-Man?, którą zawsze warto przypomnieć, choć tu w skrajnie amatorskiej chałupniczej wersji. Rzecz jest wczesnym utworem instrumentalnym MOAM, na którym wokalista dośpiewuje tekst Philip K. Dick in the Pet Section of a Wal-Mart. Ta piosenka amerykańskiej grupy (tu jeszcze trochę nieopierzonej) poświęcona jest więc nie literaturze, ale po prostu fantazji na temat osoby Philipa K. Dicka.

TOMASZ ANDERSEN Wehikuł [z albumu Wbrew wskazówkom, Blend 2011] Wrocławski raper Roszja z producentem Magierą nagrał później chwalony album w klimatach SF i PKD pod tytułem Ucieczka z Kolonii, ten – poświęcony podróżom w czasie i nagrany przez Roszję pod szyldem Tomasz Andersen – wydaje się dość niedoceniony. A widać w nim próbę przeniesienia klimatów z Dicka na nasz, polski, a nawet wrocławski, lokalny grunt. Ciekawy – choć z Dickiem związany chyba tylko poprzez tytuł – jest też jego materiał Perki Pat i Turkusowy Grafit. Gdybym sam pisał muzykę – a gdy się nią zajmowałem, to oczywiście pod szyldem Ubik (teraz wiem, że używanym przez cały tabun wykonawców z różnych krajów) – z pewnością poświęciłbym piosenkę zestawom Perky Pat. W każdym razie Roszja poświęcił Dickowi więcej uwagi niż inni polscy twórcy. Ale ma konkurencję. Warto wspomnieć choćby o duecie Palmer Eldritch, którego połowa, Piotrek Markowicz, wydał właśnie nowy album w Trzech Szóstkach.

HANS ZIMMER, BENJAMIN WALLFISCH Blade Runner [z albumu Blade Runner 2049, Sony 2017]
Już pojawił się za to oryginalny soundtrack z kontynuacji filmu Blade Runner. Znamy z grubsza jego losy – Jóhann Jóhannsson odszedł po tym, jak Scott ściągnął do zespołu Hansa Zimmera – zapewne z powodów ambicjonalnych, bo nadeszły wieści, że muzyki Zimmera będzie w filmie więcej, a mniej stale współpracującego z Denisem Villeneuvem Islandczyka. Wydaje się, że przebieg wydarzeń musiał być dość dramatyczny, choć ton komentarzy Villeneuve’a był spokojny. Niczego nie przesądzając w sprawie muzyki Jóhannssona, której pewnie prędko nie poznamy – wydaje się, że decyzja szła w kierunku konserwatywnego obrazu ścieżki, która ma się wprost odnosić do oryginalnej muzyki Vangelisa. Klimat retro potęgują na pewno wykorzystane na niej szlagiery Sinatry i Presleya, gwarantujący przeszłość w przyszłości niczym ścieżka dźwiękowa Fallouta. Dickowi mogłoby się to podobać. Do tego brzmienia używanej przez Vangelisa Yamahy CS80, które na dodatek nawet w press releasie zapowiadane są po prostu jako… dźwięki Yamahy CS80. Są gęste harmonie, wraca charakterystyczne dla pierwszego Blade Runnera portamento. Jest, co miało być. Ale czy Zimmer – wspólnie z Anglikiem Benjaminem Wallfischem, członkiem jego stajni kompozytorskiej Remote Control Productions – zaskakuje czymkolwiek?

Gdybym złośliwie miał wskazać moment, gdzie słychać, że Jóhannsson był, ale odszedł, pokazałbym długi końcowy temat Blade Runner, w którym z mrocznych przesterów rodem z Sicario nagle wychodzi łagodny i melodyjny temacik niczym z The Friends of Mr Cairo korespondujący idealnie z muzyką z części pierwszej. Zimmer wykorzystywał już drony w swej twórczości, ale tutaj jako ich dostawca nie może się nie kojarzyć z Jóhannssonem. Podobna jest struktura Sea Wall – od budujących ogromne napięcie dronów nagle przefruwamy do świata akordów i długich pogłosów ze starego Łowcy androidów. I jeszcze raz. Nastrój pryska dopiero w dodanym na końcu Almost Human Lauren Daigle. Po znajomości (panowie pisali soundtrack do Ukrytych działań, gdzie ta artystka występowała) Zimmer i Wallfisch mogliby ściągnąć chociaż Janelle Monae, która w świecie sf czuje się jak ryba w wodzie.

Wydaje się, że odbierany wraz z chwaloną (cóż, czytałem już pierwsze recenzje) pracą operatora soundtrack może robić lepsze wrażenie. Jest w tej muzyce przestrzeń, dużo pustki i nieco materiału do ziewania, bo całość wydaje się nawet jak na muzykę filmową dość jednostajna, słychać, że ma wypełniać przestrzeń niczym kolor. Bez porównania z niedawno przeze mnie opisywaną Dunkierką. Zanim wyjdę na projekcję dość jednomyślnie chwalonego filmu, muszę więc stwierdzić, że ścieżka dźwiękowa opiera się na bardzo czytelnym systemie patentów i sugeruje rzemieślnicze retro, a nie wizjonerskie kino przyszłości. To teraz zobaczymy.

HANS ZIMMER, BENJAMIN WALLFISCH Blade Runner 2049 OST, Sony 2017, 5/10

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 17

Dodaj komentarz »
  1. Po wczorajszym seansie „BR 2049” w IMAX (bez spojlerów):
    Muzyka Zimmera/Wallfischa brzmiała w filmie średnio, m.in. dlatego że była w mocnych momentach moim zdaniem po prostu za głośna, bardziej industrialne motywy zlewały się w jeden ogłuszający wizg. To niestety wada IMAX – obraz świetny, ale huk dla mnie zbyt duży. Po wysłuchaniu na spokojnie z YouTube wrażenia z tego soundtracku są już lepsze, choć to przede wszystkim dość monotonny ambient (także zgoda z oceną 5/10).
    Brakuje tej magii i po prostu melodyjności motywów Vangelisa. W ścieżce dźwiękowej do oryginalnego „BR” była znakomita mieszanka gatunków – choćby w nieśmiertelnym „Blade Runner Blues” (https://www.youtube.com/watch?v=uXXo1YDA9tE) – gdzie bluesowy motyw odegrany jest z pomocą electro-popu i ambientu. Gdy w nowym Blade Runnerze wchodzi w pewnym momencie stary motyw „Tears in Rain” Vangelisa to jest to (niestety?) najmocniejszy moment w ścieżce dźwiękowej całego filmu.

    Najważniejsze – muzyka nie psuje nowego filmu. Są słabsze momenty i wątki – ale piękny smutek historii głównego bohatera rekompensuje jak dla mnie wszystko. Warto.

  2. @p53 –> Już po obejrzeniu filmu – zgadzam się. Muzyka spełnia swoją funkcję w filmie. Niestety, brak oryginalności i różnorodności, które mogłyby – tak jak w wypadku ścieżki Vangelisa – zrobić z niej oddzielną artystyczną wartość.

  3. Nie dziwił mnie wybór Zimmera, bo wydawało mi się, że właśnie chodziło w jakimś sensie o powtórzenie patentu z Vangelisem: czyli coś co ma elementy ambientu, ale bywa też chwytliwe, melodyjne i „orkiestrowe”. Że będzie to rodzaj hołdu dla oryginału i zarazem próba stworzenia podobnego w charakterze soundtracku, tylko z bardziej współczesnymi brzmieniami. Niestety – o dziwo – na płaszczyźnie droniczno-ambientowej muzyka w filmie się sprawdza, ale brakuje melodyjności i chwytliwości, czego się po Zimmerze nie spodziewałem. Chociaż szacunek za to, że w ostatnich latach, pozostając w samym środku mainstreamu, coraz bardziej chce mu się eksperymentować.

    Chciałbym na chwilę powrócić do soundtracku Vangelisa z oryginału, bo uważam, że to jest majstersztyk i być może szczytowe osiągnięcie Greka. Nawet jeśli brzmieniowo jest niedzisiejszy, to jednak wciąż i dobrze się tego słucha, i jest to intrygujące. No i wspaniale współgra z filmem – zarówno jako jego integralna część, jak i jako autonomiczne przedłużenie. Vangelis jest tutaj zaskakująco powściągliwy. Fantastycznie balansuje na granicy ambientu i charakterystycznej dla niego melodyjnej elektronicznej orkiestracji. Do tego jeszcze elementy etniczne i jazzowy retrofutyryzm. Jest oczywiście patos, ale dyskretny i wyważony. Bardzo podoba mi się to, że oglądając film często nie do końca wiadomo, gdzie kończą się dźwięki otoczenia i zaczyna Vangelis, Ten efekt akurat udało się zachować i w nowym filmie.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. A ja nadal nie mogę przeżyć zmiany kompozytora. Nie chcę słuchać muzyki Zimmera, bo to wybór zachowawczy ze wszech miar i jak tylko o tym usłyszałem to zacząłem bać się o sam film. Czytam jednak, że film się broni.
    Wielka szkoda, że to jednak nie JJ. Wyobrażałem sobie, że zrobi coś na kształt tego co Clint Mansell zrobił z soundtrackiem do Ghost In The Shell, jakiegoś nawiązania niezbyt banalnego, a po Zimmerze nie mam wielkich oczekiwań.

  6. Film „Blade Runner 2049” pomimo roznych zastrzezen co do soundtruck, to jeden z lepszych obrazow mijajacego roku 2017.
    Jakby ozyl Andrej Tarkowskij i ktos przylozyl mu pistolet do skroni i zmusil zrobic film dla Warner Bros. Niesamowita magia dystopii.
    Troche dlugo sie czeka na pojawienia sie Harrisona Forda (zbyt dlugi 2 godz 43 min) ale kiedy ogladamy scene w rodzaju spotkania ojca z synem poza czasem i przestrzenia.
    Szkoda, ze rezyser Denis Villeneuve nie skorzystal z dalszej wspolpracy z Islandczykiem Jóhannem Jóhannsonem (skomponowal muzyke do trzech filmow rezysera).
    Denis Villenueve:
    “But the movie needed something different, and I needed to go back to something closer to Vangelis. Jóhan and I decided that I will need to go in another direction — that’s what I will say. I hope I have the chance to work with him again because I think he’s really a fantastic composer.”

  7. @ozzy:
    „jeden z lepszych obrazow mijajacego roku 2017”

    Jeeeezu, to jest pierwszy, JEDYNY film, na który rzeczywiście CZEKAŁEM od momentu, kiedy się dowiedziałem że powstanie! A tu zaledwie „jeden z lepszych”… Ja mam nadzieję, że ten film spłucze cały szlam wszystkich Prometeuszów, Łotrów1 i innych Fury Roadów.
    Aż się boję iść, bo oczekiwania mam niemałe…

  8. p.s.
    Sonic Youth / Blade Runner:
    https://www.youtube.com/watch?v=HNo5dCbKy0g

  9. @Gostek Przelotem

    „Blade Runner 2049” z kategorii science fiction jak najbardziej bezkonkurencyjny.
    Tych wymienionych nie znam.

  10. :mrgreen:

  11. Opinie o filmie są jednak różne. Ja bardzo czekałem, bo to teoretycznie rzecz dla mnie (uwielbiam pierwszego BR, jak najbardziej trawię Villeneuve’a, zawsze cieszy mnie ambitne s-f). Na razie mam mocno mieszane odczucia, może trzeba się będzie wybrać drugi raz.

    Wracając do muzyki,
    Zimmer sklecił jeden ładny paravangelisowy motyw (słychać go na końcu płyty w „Blade Runner”). W filmie imponująco się on komponuje z ujęciami wody. Ale reszta to pewna intrygująca, pozbawiona motywów magma dźwiękowa. Inni twierdzą, że może to być zamierzone, bo cały nowy BR jest pusty w stosunku do oryginału. Niby przepych wizualny, a jednak przedmiotów w pomieszczeniach mniej, tak samo budynków w miastach, ludzie z ulic wyparowali. Podobnie stało się z melodią?

    @Gostek Przelotem
    Błagam, proszę nie stawiać Fury Road w jednym rzędzie z Prometeuszem 😉

  12. Ale który zatem mam wycofać? 🙂
    Wizualnie FR był piękny, ale w filmie o kilka mrugnięć oczkiem za dużo w nawiązaniu do starszych filmów. No i kilka niedorzeczności totalnych, których nie lubię, a których w starych filmach jednak nie było.

  13. To dość niesamowite, gdyż powyższa opinia o FR mogłaby być moją opinią o BR2049. Nawet nie zmieniając liczby mnogiej przy „starszych filmach”, bo mam wrażenie, że w nowym Blade Runnerze Villeneuve stara się – poza odniesieniami do oryginału – zmieścić nawiązania (czy to w postaci cytatów wizualnych, czy poruszanej problematyki) do wszystkich ważnych filmów s-f jakie pojawiły się na ekranach od czasów pierwszej części. Choćby „Ludzkie dzieci”, „AI” Spielberga czy „Ghost in the Shell” Oshii. Można by z tego jakiś konkurs zrobić z wyłapywaniem nawiązań.

  14. @przedmówcy
    Jestem wielbicielem zarówno „Mad Maxa” (szczególnie 2 części) jak starego „Blade Runnera” – i powiem jedno: „Fury Road” wydawało mi się słabsze w porównaniu z pierwszymi dwoma „Mad Maxami”, niż „BR 2049” w porównaniu z pierwszym „BR”. „Fury Road” to czysty film akcji, gdzieś zgubił się ten „survivalowy” element starych części, nowy Mad Max to wściekły, tłukący po pyskach mięśniak, ten stary był inteligentnym cwaniakiem.

    Natomiast nowy „BR” to wciąż ciekawa układanka (także w nawiązanych!), wizja i opowieść dla wrażliwców – pod tym względem dobrze kontynuuje tradycję pierwowzoru. Pierwszy film od ok. 20 lat, na który mam ochotę pójść drugi raz do kina – nie czekając długie miesiące na płytę.

    Natomiast na nowych „Alienach” stawiam krzyżyk i rzeczywiście nie ma co tego porównywać z „Fury Road” czy „BRem”.

    PS. Notabene – dla mnie innym najlepszym powrotem tego roku był „Twin Peaks” – także muzycznie – niemal każdy odcinek kończył się odlotowym występem na scenie baru w Twin Peaks.

  15. p53
    7 października o godz. 22:59 1155120

    „niemal każdy odcinek kończył się odlotowym występem na scenie baru w Twin Peaks.”

    Tak… zabieg podpatrzony zapewne od Wojewódzkiego, który prezentował z tzw. du.y wykonawców na zakończenie swego programu. Lynch też pokusił się o taki tani marketing… Zaproszeni wykonawcy już do końca świata będą go kochać… Ale serial zacny… szkoda, że popsuty tymi wykonawcami z du.y…

  16. @ Rafał KOCHAN
    Cóż, po takim porównaniu, to już przepraszam, ale spasuję 😉

  17. OK, kupiłem bilety 🙂
    Idę z córką. Córka na Gosia, ja… na spotkanie z przeszłością 😛

  18. @ fripper „Można by z tego jakiś konkurs zrobić z wyłapywaniem nawiązań.” Tak spoza gatunku to jeszcze „Lśnienie” i podtapianie przykutego z „Titanica” 😉 Tak właściwie to ja nie jestem fanką sf. Dicka podczytywałam trochę na L4, w swoim czasie urzekła mnie „Gattaca. Szok przyszłości” i „W stronę słońca”. „Blade Runnera” obejrzałam z rok, dwa temu? Obejrzałam i się zakochałam! Klasyfikacja sf pozbawiła mnie tylu doznań na tyle lat! To najdłużej oglądany przeze mnie film w historii – dodatki na dvd oglądaliśmy jeszcze przez tydzień. Z tej oto perspektywy, tuż po powrocie z kina, stwierdzam, że to były moje najkrótsze 2 godz. 43 minuty w życiu. Jeśli miałabym się przyczepić, to BR2049 mimo użycia wszystkich „niezbędnych elementów układanki” brakuje nieco poetyki pierwowzoru, a może świeżości, ot taki los „powtórki”. Powtórki wielce udanej, jak przystało na hołd dla wszystkiego, dla całości pierwowzoru. Jeżeli o muzykę chodzi, to bardzo podobały mi się drony i przez połowę filmu wspominałam 1 utwór z 1 płyty Autechre: https://www.youtube.com/watch?v=-DDTCyvP9Qg

css.php