Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

11.08.2017
piątek

♬ James Elkington: Na wielkość jeszcze czas

11 sierpnia 2017, piątek,

A co jeśli chcecie po prostu posłuchać muzyki? Żadnych nazwisk, klipów, zero tańczących dziewczyn i facetów w łańcuchach. Żadnych opowieści o tym, jak to podczas robienia zdjęcia radiowiec złapał wokalistkę za pupę (aktualna afera z Taylor Swift), żadnych koncertów na masowych rekonstrukcjach wielkich bitew (jak grupa Akcent Zenona Martyniuka, która – tak, tak – uświetni rocznicę Bitwy Warszawskiej w Ossowie), żadnych cameo w popularnych serialach (Ed Sheeran w „Grze o tron” – tak niepotrzebny, że w pewnym sensie nawet zabawny). James Elkington, znany z występów z Richardem Thompsonem i duetowych płyt z Nathanem Salsburgiem, zasadniczo zajmuje się tylko muzyką. Nagrał ten solowy album w studiu grupy Wilco, ale tylko teoretycznie wpisuje się w amerykańską tradycję grania gitarowego, bo pochodzi z Wielkiej Brytanii i bliżej mu do tamtejszego folku spod znaku Berta Janscha. To melodyjne, pełne świeżości, zachwytu nad przestrzenią i przyrodą, a wreszcie powietrza – dobrze ta płyta znosi wielokrotne słuchanie.

Od dynamicznego glissandowego wejścia w Make It Up Elkington na Wintres Woma imponuje szybkością i płynnością swoich gitarowych partii, ale też jako kompozytor. Choćby w The Hermit Census, które można śmiało postawić obok najlepszych fragmentów tegorocznej płyty 50 Michaela Chapmana. I tylko raz sięga po tradycyjny, z celtycka brzmiący motyw – w The Parting Glass. Nie zachwyca jako wokalista, ale zatrudnia dobrych sidemanów. Pamiętacie koncert Ryleya Walkera na Offie? Chwaliłem perkusistę, wyszło na to, że grał Gabriel Ferrandini z Motion Trio, świetny muzyk ze sceny jazz/impro (na płytach Walkera słychać znakomitego chicagowskiego perkusistę Franka Rosaly’ego). U Elkingtona bębni Tim Daisy, co sugeruje całą tendencję na zatrudnianie przy folkowych czy folkrockowych płytach naprawdę wybitnych instrumentalistów.

To nie jest wybitna płyta i jako komentarz można zacytować za Elkingtonem jego własny tekst: Greatness Yet To Come, zresztą towarzyszący jednej z najładniejszych piosenek na płycie. Ale mnie pozwala odpalić cykl krótkich not, które będą próbą nadrobienia potężnych wakacyjnych zaległości. Bo gdy nie ma HCH, nie mogę nawet zagrać takiej płyty w radiu. Niech więc to zastąpi radiową playlistę – stąd znaczek ♬ w tytule notki.

JAMES ELKINGTON Wintres Woma, Paradise of Bachelors 2017, 7/10

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. @Ale mnie pozwala odpalić cykl krótkich not, które będą próbą nadrobienia potężnych wakacyjnych zaległości

    Już cieszę się na lekturę; cieszę się, że będzie Ciebie więcej 🙂

css.php